Menu

I Franciszkański Festyn Sportowy

 

Już dziś informujemy, że w niedzielę 17.09.br. organizujemy I Franciszkański Festyn Sportowy. Celem festynu jest promowanie ducha sportu w młodym pokoleniu. Na festynie wystąpią artyści, orkiestra dęta, będą konkursy sportowe dla całych Rodzin, a także możliwość skorzystania z różnych stoisk. Natomiast głównym wydarzeniem imprezy sportowej będzie mecz piłki nożnej franciszkanie kontra samorządowcy o "Puchar Gwardiana i Proboszcza". Za zgromadzone fundusze zostanie zorganizowana pielgrzymka „Śladami Patrona –św. Jana Pawła II”, dla dzieci i młodzieży z naszej parafii: Wadowice, Kalwaria Zebrzydowska i Kraków, oraz zakupiony dla nich sprzęt sportowy. Prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej Zbigniew Boniek, ponieważ nie może przyjechać osobiście na nasz festyn, przesłał mam piłkę z logo PZPN-u oraz swoim autografem.

o. Arkadiusz, gwardian klaztoru

Aktualności

 

 

KARTA ZGŁOSZENIA UDZIAŁU W RAJDZIE

 

 

 

 

REGULAMIN

VI Rodzinnego Rajdu Rowerowego, Miłakowo 04 czerwca 2017 r.

       I.            Cel rajdu:

1.    Propagowanie aktywnych form wypoczynku w gronie rodzinnym oraz zdrowego trybu życia,

2.    Integracja rodzin, konsolidacja więzi rodzinnych poprzez rekreację,

3.    Stwarzanie warunków do aktywnego wypoczynku dla całej rodziny,

4.    Propagowanie zasad ruchu drogowego wśród dzieci i młodzieży.

 

    II.            Organizator rajdu: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej w Miłakowie

Termin rajdu: 04.06.2017 r. (niedziela)

 

 III.            Organizacja rajdu:

·         Zapisy w każdą niedzielę maja tj. 1, 3,07,14, 21 i 28 po Mszy św. o godz. 11:00

1 Spotkanie 04 czerwca 2017 r. na Mszy św. O godz. 11:00 – odbiór identyfikatorów i gadżetów pamiątkowych

2 Zbiórka z rowerami o godz. 14:00 przy kościele parafialnym – Modlitwa, poświęcenie rowerów i odprawa Policji

3        Trasa rajdu (6,400 km):

Start –parking pod kościołem parafialnym p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego w Miłakowie – ul. Okrężną – ul. Olsztyńską w stronę Ornety ok. 2,400 km – zjazd przed Rycerzewem drogą polną w stronę nasypu kolejowego – powrót w stronę Miłakowa – ul. Leśną –ul. Daszyńskiego -  ul. Dworcową – Meta – boisko rekreacyjne na końcu ul. Dworcowej

 

3       Warunki uczestnictwa:

1.    Każdy uczestnik przed startem w rajdzie rowerowym ma obowiązek zapoznać się z regulaminem. Regulamin imprezy jest dostępny na stronie internetowej parafii milakowo.parafia.ofm lub w zakrystii.

2.    Uczestnicy zobowiązani są do dostarczenia do dnia28.05.2016r. do siedziby organizatora wypełnioną kartę zgłoszeniową, która stanowi załącznik nr 1 do regulaminu (dotyczy osoby pełnoletniej) i załącznik nr 2 (dotyczy osoby nieletniej) lub całej rodziny załącznik nr 3

3.     Posiadanie przez uczestników rajdu niezbędnej wiedzy i umiejętności poruszania się po drogach,

4.    Osoby niepełnoletnie mające ukończone 15 lat muszą przedstawić pisemną zgodę (kartę zgłoszeniową) rodziców lub opiekuna prawnego na udział w rajdzie.

5.    Osoby poniżej 15 roku życia mogą wziąć udział w rajdzie jedynie pod opieką rodzica lub opiekuna.

6.    Uczestnicy Rajdu ubezpieczają się we własnym zakresie,

7.    Udział w Rajdzie jest bezpłatny.

 

 

4       Zasady zachowania uczestników rajdu:

Rajd będzie odbywać się przy nieograniczonym ruchu drogowym, uczestnicy muszą zachować szczególną ostrożność i znać zasady ruchu drogowego, wobec czego uczestnicy rajdu zobowiązani są do:

1.    Przestrzegania Regulaminu Rajdu oraz obowiązkowego podporządkowania się decyzjom kierownictwa rajdu oraz poleceniom osób kierujących ruchem,

2.    Ze względu na rekreacyjny charakter Rajdu oraz uczestnictwo w nim małych dzieci nie dopuszcza się współzawodnictwa sportowego na trasie rajdu,

3.    Rajd nie jest wyścigiem, więc ściganie się jest zabronione !!!

4.    Posiadanie sprawnego technicznie roweru, wyposażonego zgodnie z obowiązującymi przepisami oraz posiadanie kasku ochronnego,

5.    Poruszanie się zgodnie z zasadami ruchu drogowego. Jadąc w kolumnie należy zachować odległość miedzy rowerami 3-5 m, a przy zjazdach 15-30m.

6.    Liczba rowerów jadących w jednej kolumnie nie może przekraczać 15,

7.    Podczas jazdy w kolumnie należy zachować min. 200 m odległości pomiędzy poszczególnymi grupami kolumny,

8.    Każdy uczestnik rajdu zobowiązany jest do jazdy w równym tempie dostosowanym do prędkości innych uczestników, przy zachowaniu ostrożności, należy jechać równo i spokojnie w szyku,

9.    Przy zjazdach nie należy rozpędzać roweru, nie wolno wyprzedzać. Należy kontrolować szybkość i hamowanie,

10.    Każdy manewr na drodze musi być przeprowadzony z upewnieniem się o możliwości bezpiecznego jego wykonania oraz odpowiednio wcześniej zasygnalizowany,

11.    Przed wyruszeniem kierownik rajdu omawia trasę przejazdu z uwzględnieniem miejsc niebezpiecznych, stwarzających zagrożenia,

12.    Uczestnicy biorą udział w Rajdzie na własną odpowiedzialność.

Uwaga: na wszelki wypadek prosimy zabrać kurtki lub peleryny przeciwdeszczowe.

 

5       Na trasie zabrania się:

1.      spożywania alkoholu i innych środków odurzających,

2.      zaśmiecania trasy rajdu oraz miejsc przyległych,

3.      niszczenia przyrody,

4.      indywidualnej jazdy rowerem bez opiekuna,

5.      głośnego zachowywania się,

6.      zbaczania z trasy Rajdu bez zgody organizatora.

 

6       Odpowiedzialność organizatora

1.    Organizatorzy Rajdu nie przyjmują odpowiedzialności za wypadki i szkody wynikłe w czasie rajdu, zarówno wobec uczestników jak i osób trzecich.

2.     Udział w rajdzie rowerowym jest dobrowolny i każdy uczestnik startuje na własną odpowiedzialność, niezależnie od warunków pogodowych zastanych na trasie,

3.    Organizator nie ponosi odpowiedzialności za rzeczy zgubione podczas imprezy i za szkody wyrządzone przez uczestników,

4.    Organizator nie zapewnia miejsca do przechowywania rzeczy uczestników,

5.    Organizator przewiduje atrakcje: udział artystów sztuki cyrkowej, lody

 

7       Postanowienia końcowe:

1.      Wszyscy uczestnicy startując w rajdzie wyrażają zgodę na publikację ich wizerunków w relacjach z przebiegu rajdu, zamieszczonych w mediach oraz w materiałach promocyjnych organizatora,

2.      Udział w rajdzie jest równoznaczny z zapoznaniem się i akceptacją niniejszego Regulaminu,

3.      Ostateczna interpretacja regulaminu należy do Organizatora. W sprawach spornych decyzja Organizatora jest decyzją ostateczną. Nieznajomość regulaminu nie zwalnia uczestnika od jego przestrzegania.

 

Opracowanie:

Zastępca Prezesa

Parafialnego Oddziału

Akcji Katolickiej w Miłakowie

Agnieszka Bułak

To już siódmy raz kiedy to 10 kwietnia spotykamy się, by wspominać w zadumie i modlić się za 96 Ofiar Tragedii Smoleńskiej na czele z śp. Prezydentem Lechem Kaczyńskim i Jego śp. Małżonką Marią. Tak jak co roku w wielu miastach Polski , także w Miłakowie w Parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego prowadzonej przez Ojców Franciszkanów odbyła się w Msza św. koncelebrowana pod przewodnictwem Proboszcza o. dr Honorata Rzepka ofm, który odniósł się w kazaniu do współczesnego spojrzenia na tą tragedię. Ukazał konieczność podążania za wartościami nieprzemijającymi w duchu wolności stawiając za najwyższy cel - dobro Ojczyzny.

Po Mszy św. uczestnicy uroczystości: Senator RP p. Bogusława Orzechowska wraz z Małżonkiem, Kierownik KRUS w Morągu p. Małgorzata Rucińska, Burmistrz Miłakowa p. Aleksander Gawryluk, V-ce Burmistrz p. Justyna Zabiełło, Przewodniczący Rady Miejskiej p. Michał Boczulak oraz delegacje: Koła PIS, Rady Mieszkańców, FZŚ, Akcji Katolickiej i Stowarzyszenia o. Wł. Włodyki, na czele z Gwardianem o. dr Arkadiuszem Czają ofm udali się na cmentarz parafialny, gdzie złożyli wieńce i wiązanki przy tablicy upamiętniającej ofiary Katastrofy Smoleńskiej. Pani Senator w kilku słowach zapewniła nas o swojej wdzięczności za te dowody pamięci podkreślając, że jesteśmy coraz bliżej dnia, kiedy to prawda o tej tragedii narodowej ujrzy światło dzienne. Spotkanie zakończyło się wspólną modlitwą.

Są takie dni w życiu, kiedy coś nam dolega, coś nas boli, domowe receptury nie dają pozytywnych rezultatów leczenia, to wówczas udajemy się po poradę do lekarza. Ten po zbadaniu nas, stawia diagnozę, wypisuje receptę, a my szczęśliwi wracamy z „gotowym” rozwiązaniem naszego problemu. Z pewnością mamy zaufanie do lekarza z powodu jego doświadczenia medycznego oraz naukowego i nie kwestionujemy jego wskazań. Ponownie wraca kwestia halloween i pytanie: czy jest ono duchowo niebezpieczne dla człowieka? Przeciwko Halloween w 2009 r. wypowiedział się Benedykt XVI. Stwierdził on, że jest to „święto antychrześcijańskie i niebezpieczne”. Halloween „promuje kulturę śmierci” i „popycha nowe pokolenia w kierunku mentalności ezoterycznej magii, atakuje święte i duchowe wartości przez diabelskie inicjacje za pośrednictwem obrazów okultystycznych”. Również egzorcyści wskazują na wielkie zagrożenia duchowe płynące z halloween, co udowadnia film znajdujący się poniżej. Czy zatem odrzucisz wskazania specjalistów od życia duchowego i pójdziesz swoją drogą bez światła wiary?

Nowe Info na stronie www.framilakowo.pl - Aktualizacja

+ fotki i recenzja z dni braterstwa

+ dalsza część sprawozdań ze spotkań FRA

 

FRAMILAKOWO.PL

Zapraszamy do odwiedzania nowo powstałej strony Franciszkańskiego Ruchu Apostolskiego

 

FRAMILAKOWO.PL

Eucharystia czy Msza święta?

 

Z ks.abp. Józefem Górzyńskim  rozmawiał Piotr Chmieliński


To wielki paradoks, że ktoś obecny na Mszy św. nie przyjmuje Komunii. To tak jakby ktoś przyszedł na proszony obiad i nic nie zjadł. Absurd, sprzeczność.

- Jak Ksiądz skomentowałby postawę kogoś, kto był obecny w zgromadzeniu, a nie przyjął Komunii św.?                       

- To jest wielki paradoks, którego w historii próbowano uniknąć. Taka postawa, że ktoś obecny na Mszy św. nie przyjmuje Komunii jest po prostu nielogiczna, wewnętrznie sprzeczna. Ktoś taki duchowo jakoś korzysta z tego uczestnictwa, ale nie sięga po to, co najważniejsze. To tak jakby ktoś przyszedł na proszony obiad i nic nie zjadł. Absurd, sprzeczność. Dlatego w historii katechumenom czy pokutnikom pozwalano na uczestniczenie jedynie w liturgii Słowa. Po jej zakończeniu musieli opuścić kościół. I było to logiczne. 

- Czy dziś warto coś takiego wprowadzić?

- Trudno powiedzieć. Marzy mi się Msza św., podczas której wszyscy obecni przystępują do Komunii św. Niestety zwykle na Mszach więcej jest ludzi, którzy nie mogą przyjąć Komunii, a więc nie uczestniczą w pełni w liturgii. Trzeba być pojednanym z Bogiem i Kościołem. Jeżeli ktoś nie jest pojednany, to nie jest zdolny do pełnego uczestnictwa, chociażby nie wiem jak intencjonalnie się deklarował, że jest. Bo to uzdolnienie nie pochodzi z człowieka, ale jest łaską, którą przyjmujemy lub nie.

- Niektórzy uważają, że skoro już dawno się nie spowiadali, to nie mogą przystąpić do Komunii. Czy można przystąpić do Komunii bez wcześniejszego wyspowiadania się?

- Oczywiście. Trzeba jednak być w stanie łaski uświęcającej. Dopóki ten stan trwa, można przystępować do Komunii. Do spowiedzi idziemy przede wszystkim dlatego, że zerwaliśmy więzy z Bogiem poprzez grzech. To jest podstawowy argument pójścia do spowiedzi. Sakramentalne rozgrzeszenie przywraca zerwane więzy z Bogiem i można znowu przystępować do Komunii. To jest proste. Nieco bardziej skomplikowana jest sprawa z osobami, które nie popełniają żadnych grzechów ciężkich. Kościół zaleca wtedy przystępowanie do tzw. spowiedzi okresowej.

- Co jaki czas?

- To już jest kwestia sumienia danej osoby, która powinna może rozeznać tę sprawę ze swoim spowiednikiem czy kierownikiem duchowym. Ważne jest zachowanie pewnej regularności, bez zbyt długich przerw. 
Trzeba też pamiętać, że sakrament pokuty nie tylko oczyszcza nas z grzechów, ale także daje bardzo konkretną łaskę uzdrowienia i umocnienia na drodze życia. Tak więc warto z tego daru korzystać.

- Ile razy dziennie można przyjąć Komunię św.?

- Jeżeli ktoś w pełni uczestniczy we Mszy św., może przyjąć Komunię. Szczególnie chodzi tutaj o powtórne uczestnictwo we Mszy danego dnia. Jeżeli np. chory w szpitalu przyjął Komunię rano, ale bez uczestnictwa we Mszy św., to uczestnicząc w pełni we Mszy św. wieczorem może powtórnie tego dnia przyjąć Pana Jezusa. Ale nie może się to odbywać na zasadzie, że ktoś poszedł na tę Mszę św. specjalnie po to, żeby przyjąć Komunię św. To byłoby nadużycie. Byłaby to duchowość numeryczna, że im więcej tym lepiej. Tu wcale nie jest tak, że im więcej tym lepiej. Raz w zupełności wystarczy.

 

- W większości naszych kościołów spowiedź odbywa się w trakcie Mszy św. Czy to jest dobra praktyka?

- Sakrament pokuty jest jedynym sakramentem, którego nie celebruje się w ramach Mszy św. I zgadzam się, że jest on często celebrowany podczas Mszy św., ale nigdy w jej ramach. Nie ma obrzędu, który by łączył sakrament pokuty z Mszą św. Dokumenty Kościoła nigdzie nie mówią, że należy zaniechać spowiadania podczas Mszy św. W praktyce bowiem są to często spowiedzi odbywane nie przez osoby, które uczestniczą w obecnie sprawowanej Eucharystii, ale te, które przygotowują się do uczestnictwa w następnej. Jest więc rzeczą oczywistą, że należy dać im możliwość spowiedzi przed ich Mszą św. Jeżeli jednak niektórzy wierni spowiadają się na Mszy św. w której uczestniczą, to na pewno nie jest to rzecz do pochwalenia. Po prostu tracą wtedy wiele z samej celebracji Mszy św.

- A ile czasu można się spóźnić na Mszę, aby była ona „zaliczona”?

- Kościół obecnie nie określa tego typu norm, dlatego, że nie sposób tego uczciwie ustalić. Mamy obowiązek uczestniczenia we Mszy św. od początku do końca. Właśnie dlatego, że, jak już mówiliśmy, od początku do końca jest na Mszy realna obecność Pana Jezusa. Stanowimy zgromadzenie, które jest znakiem tej obecności. Jeżeli więc ktoś się spóźnia, to wyraźnie „kaleczy” ten znak, który ma być wyraźny, bo jest właśnie znakiem obecności Pana Jezusa. To nie jest rzecz banalna. Przecież tak naprawdę, to zgromadzenie celebruje Eucharystię, ono jest celebransem. Kapłan jest tylko przewodniczącym zgromadzenia celebrującego. Jeżeli ktoś się spóźnia, to jest to kwestia jego sumienia, a nie tego czy naruszył jakiś przepis. Gdyby Kościół określił, że można się spóźnić do jakiegoś momentu, wielu ludzi bardzo chętnie by z tego korzystało i swoją odpowiedzialność za spóźnienie przerzucało na ten przepis, uzyskując spokój sumienia. Tymczasem jeżeli ktoś się spóźnia, to niepokój jego sumienia jest bardzo potrzebny.

- Czy jeżeli ktoś stoi na podwórku przed kościołem „zalicza” Mszę św.?

- Tutaj też nie można podać konkretnych ustaleń, że w tym miejscu to jeszcze tak, ale metr dalej już nie. Już mówiliśmy, że zgromadzenie jest znakiem. A więc trzeba popatrzeć dookoła, czy ja uczestniczę w zgromadzeniu. Bo czasami mogę nie stanowić tego znaku, ale wręcz być antyznakiem. Np. jeżeli wszyscy są zgromadzeni w jednej przestrzeni, a ktoś wyraźnie stoi gdzie indziej, to się dystansuje od tego zgromadzenia. Postępuje wbrew znakowi, który powinien być także i przez niego podjęty. To jest wyłamanie się ze znaku wspólnoty. Dodajmy, że istotne jest to, żeby robić znak taki, jaki wykonuje wspólnota. Niedopuszczalne jest np., że wspólnota klęczy, a ja stoję, albo odwrotnie.

Nazywam sie Jola i jestem alkoholiczką

 

— Mamusiu, obudź się – mówił do mnie mój 7-letni syn. Jak przez mgłę pamiętam jego słowa, jakby z drugiego pokoju, a przecież mnie dotykał, czułam jego rączki na swoich dłoniach.

— Mamusiu, mieliśmy zagrać w karty! – Dalej już nic nie pamiętam.

Obudziłam się, otworzyłam oczy. Bardzo powoli docierało do mnie, że jestem w szpitalu. Obok stała moja najmłodsza siostra.

— Jak się czujesz? – spytała. – Wszystko będzie dobrze, zobaczysz – mówiła głośno. Miałam wrażenie, że krzyczy.

            Na jej twarzy widziałam przerażenie, a w oczach strach. Streszczała wydarzenia poprzedniego wieczoru. Słuchałam i nic nie słyszałam. Próbowałam podnieść głowę, ale nie byłam w stanie. Na przemian czułam ostry i tępy ból głowy. Okno w pomieszczeniu było szeroko otwarte, a ja nie mogłam oddychać. Czułam suchość w gardle, zalewał mnie zimny pot, kręciło mi się w głowie, serce kołatało i drżały ręce. Czułam silny odór alkoholu, miałam  ogromnego kaca, w głowie mi jeszcze szumiało, czułam się obrzydliwie. Wewnątrz cała drżałam, serce waliło mi jak młot, nogi miałam jak z waty, w żołądku pustkę. Miałam wrażenie, że mnie wcale nie ma. Czułam, jak każdy milimetr mojego ciała umiera. Najmniejszy ruch sprawiał mi ból, cierpiałam. Moje ciało odmawiało posłuszeństwa, nie byłam w stanie ruszyć powiekami, nic powiedzieć – ani słowa. Leżałam bezwładnie – jak roślinka ze świadomością jeszcze istnienia. Zaczęłam analizować  fragmenty i strzępki informacji z wieczora dnia poprzedniego.

Wyraźnie pamiętam początek – trzy, może cztery drinki. Śmiałam się, tańczyłam, rozmawiałam, byłam w świetnym nastroju – bardzo odważna, subtelna, zabawna, wyszczekana, pewna siebie i swoich racji – obłudna moc alkoholu. Wydarzenia zaczęły się zacierać z każdym kolejnym kieliszkiem… Wciąż zadawałam sobie pytania – z kim rozmawiałam? O czym? Czy to, co mówiłam, miało głębszy sens? Było prawdą? Kłamstwem? Czy zrobiłam komuś krzywdę? Obraziłam kogoś? Zbierałam myśli, zadając kolejne pytania bez odpowiedzi – jak wróciłam do domu? Czy byłam sama? Zamazują się wspomnienia, pozostają urywki, strzępki informacji. W żaden sposób nie mogłam niczego poskładać w całość – urwany film. Panicznie się bałam, wstydziłam. Histerycznie płakałam, zastanawiając się, co robię w szpitalu.

— Zabierz mnie do domu – powiedziałam do siostry.

            Ledwo podniosłam się  z łóżka. Cała się trzęsłam, obraz był zamazany i niewidoczny. Ze szpitala wypisałam się na własne żądanie. Wiedziałam, że nic tu po mnie. Wiedziałam, że tu mi nie pomogą. Droga z izby przyjęć do samochodu mojej siostry zaparkowanego tuż przed szpitalem wydawała się cholernie długa i męcząca. Liczyłam kroki, stawiając nogę za nogą. Dostrzegałam wzrok ludzi patrzących na mnie z przerażeniem i litością. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak wyglądam – czułam tylko fizyczne dolegliwości i myśli, które przeszywały mnie od środka. I jedyne, o czym marzyłam, czego pragnęłam, to zaspokojenie pragnienia picia. Tylko to miałam w głowie, tylko o tym myślałam. Nie chciałam przestać pić, chciałam tylko przestać cierpieć.

            Z pomocą siostry weszłam na trzecie piętro do mieszkania mojej mamy. Przytuliła mnie. Poczułam ulgę na chwilę, może ułamek sekundy. Widziałam w jej oczach bezradność. Tylko jej ufałam, tylko ona znała moje tajemnice i sekrety. To ona wciąż namawiała mnie na leczenie – ale zawsze powtarzała, że to ja sama muszę chcieć. A ja nie chciałam – a mama z roku na rok widziała, jak się upadlam, obdzieram z godności i tonę w szponach uzależnienia. Kiedy stanęłam przed lustrem, dopiero dotarło do mnie, jak wyglądam. Miałam oczy spuchnięte, zapłakane, podkrążone i sine. Całą twarz miałam spuchniętą, bladą. Byłam prawie przezroczysta. Wrak kobiety! Przez zaciśnięte zęby i spuchniętą wargę powiedziałam dość! Dość upokorzeń, krzyków, wstydu bólu i poczucia winy. Dość życia z nienawiścią do samej siebie. Nienawidziłam siebie. Obwiniałam za całe zło, biczowałam w myślach. O niczym innym jednak nie marzyłam, tylko żeby choć na chwilę sobie ulżyć, na chwilę przestać cierpieć, na moment. Już wtedy czułam, jak głęboko jestem uzależniona – ja już musiałam się napić, już mój organizm potrzebował alkoholu. Chciałam jeszcze z synem zagrać w karty – tylko ta myśl w przebłyskach świadomości pozwalała mi się nie nachlać – taki drobiażdżek. W istocie czułam i wiedziałam, że walczę o życie.

            Tej nocy nie zmrużyłam oka. Jak w amoku, otępiona chodziłam po mieszkaniu zawinięta w koc. Od kuchni do pokoju, z kąta w kąt. Siadałam, wstawałam, wymiotowałam i tak bez końca, bezustannie. Czułam, jak z minuty na minutę alkohol ulatniał się z mojego organizmu. Miałam lęki, panicznie się bałam – głucha cisza nie pomagała. Myślałam, że oszaleję, zwariuję, odchodziłam od zmysłów. Ból psychiczny obdzierał mnie od środka.

A mama stała na straży i tak już zamkniętych drzwi, krok w krok jak cień, za mną i przy mnie. Czułam upodlenie. Ufałam tylko mamie. To ona następnego dnia zaprowadziła mnie do psychiatry, zawiozła na detoks i bez dnia przerwy  na terapię. Piłam od wigilii do 2 stycznia 2012 r. Miałam 27  lat. Piłam bez przerwy, bezustannie. Do uraty świadomości, aż wreszcie do zatrzymania oddechu i pracy serca. Chciałam zapomnieć, nie myśleć. Chciałam uciec i schować się przed światem. To był kolejny raz, kiedy nachlałam się do nieprzytomności, łykałam tabletki i traciłam funkcje życiowe. Byłam zagubiona. Nie znałam siebie, swoich dzieci. Zatracona w swoim uzależnieniu – dotknęłam dna!

            W lutym obchodziłam swoją 4 rocznicę abstynencji. Byłam na terapii. Bardzo ambitnie i rzetelnie podchodziłam do zespołu terapeutów, pisałam prace i czytałam zalecaną literaturę – chłonęłam jak gąbka. Tylko w nic nie wierzyłam – nie wierzyłam, że można żyć bez alkoholu, że można inaczej. Jak można w sylwestra, w święta czy urodziny nie pić?  W ciąż biłam się z myślami. Alkohol był stalą wartością  mojego życia – był zawsze i niemalże w każdej sytuacji. Było bardzo ciężko, teoria nie szła kompletnie w parze z  moimi doświadczeniami. Jednak to grupa pokazała mi, że można – uwierzyłam! Widziałam na spotkaniach uśmiechniętych, szczęśliwych ludzi – też pragnęłam taka być. To na doświadczeniach grupy uczyłam się, jak nie sięgnąć po alkohol, jak radzić sobie z głodem alkoholowymi i jak odnajdywać się w rzeczywistości i świecie pełnym wyzwalaczy. Dziś nie wyobrażam sobie inaczej. Mojego leczenia bez grupy wsparcia, terapeuty, wyjazdów do Lichenia, Częstochowy i na obozy terapeutyczne. Mam swój plan leczenia, znam swoje ograniczenia, nie użalam się nad sobą, chcę twardo stąpać po ziemi. W chorobie nie ma sentymentów czy półśrodków. Na każdym kroku czają się pokusy, natomiast dziś jestem świadoma swoich ograniczeń i swojej choroby. Odnajduję, poznaję i buduję siebie, swoje wewnętrzne „ja” i swoją tożsamość – wszystko od nowa, od początku. Każdego dnia poznaję swoje dzieci. Uczę się je na nowo kochać i przebywać z nimi. A najwięcej radości sprawiają mi powracające uczucia. Mówienie o tym, co myślę, czuję i czego pragnę. Mam świadomość, że wszystko zależy ode mnie, mam na wszystko wpływ. Budzę się i wiem, która jest godzina, jaki jest dzień, co było wczoraj i co będzie jutro. Pełna poczucia własnej wartości, tożsamości i siebie. Dziś moje ciało współgra z moim wnętrzem. Jestem alkoholiczką – wiem, do czego nie chcę wrócić i ile mogę stracić. Z każdym kolejnym trzeźwym dniem wraca poczucie godności, wartości, moralne i społeczne. Wola życia – godnego, pięknego, spokojnego życia i pracy nad sobą jest ogromna. Dzisiaj żyję dniem dzisiejszym, pełną piersią i biorę całymi garściami. Działam powoli – ale działam. Jestem trzeźwą matką, dobrą studentką i solidnym pracownikiem. Trzeźwość daje godność, daje szanse na lepsze, szczęśliwe życie. Przez ostatnie 4 lata zrobiłam dla siebie więcej niż przez całe swoje pijane życie. Warto, naprawdę warto – każdy dzień jest dobry, aby zacząć od nowa, od początku… Nie byłam zła, bo chciałam, robiłam to wbrew swojemu rozsądkowi – gdyż byłam rzeczywiście chora, w dodatku nie zdając sobie nawet z tego sprawy. Wiele ludzi umarło, mając tylko pragnienie trzeźwości – masz wybór!                                                                                                             

 Jola alkoholiczka

 

 

Bp Ryś: Jak to jest, gdy Bogu pęka serce

Wyszukiwanie

Dzisiaj jest

niedziela,
20 sierpnia 2017

(232. dzień roku)

Liturgia słowa

Czytania:

  • Ewangelia:

BIULETYN PARAFIALNY

Licznik

Liczba wyświetleń:
1427489

nowy